Za każdą technologią stoi człowiek i jego opowieść

app-store-device-macbook-air-1171

Często mówi się, że technologia jest nieludzka, że wprowadza sztuczne systemy i procesy do naszego życia. Żeby zmienić perspektywę, spojrzałabym na dwa przykładowe momenty, w których dzięki technologii jesteśmy „bliżej” dialogu.
 
Konkretna osoba, czyli dlaczego warto uwidocznić rekrutera
 
Dzięki społecznościom biznesowym jesteśmy bliżej osoby, która odpowiada za rekrutację. Wskazując profil osoby, do której dotrze aplikacja, cały proces rekrutacyjny nabiera ludzkiego charakteru.
 
Na Wyspach standardem ogłoszenia jest podanie danych kontaktowych do konkretnej osoby. Dużo przyjemniej rozmawia z się z kimś, komu możemy zadać pytanie przed wysłaniem swojej aplikacji niż ze skrzynką „kariera@”, z której dostajemy anonimowe wiadomości z prośbą o nieodpowiadanie.
 
Inną metodą, jest podanie w mailu potwierdzającym otrzymanie aplikacji, kontaktu do osoby, która zajmuje się rekrutacją. Dowiedzenie się więcej, o rekruterze/rekruterce, którego/ą spotkamy na rozmowie jest wtedy obustronnie partnerskie.
 
Zapewne pojawia się obawa przed „zalewem” naszych HR-ów przez osoby chętne do kontaktu… nie do końca. LinkedIn czy Goldenline, to nie Facebook. Tutaj granice są bardziej zdystansowane. To, czym się dzielimy pokazuje, na co zwracamy szczególną uwagę w pracy, czy co nas interesuje zawodowo. Zadbajmy, żeby to, co umieszczamy na profilu zawodowym mówiło o nas więcej niż nasze CV, a jeśli rekrutujemy – żeby było spójne z marką pracodawcy naszej firmy.
 
Powoli standardem jest też wysyłanie przez kandydata zaproszenia na LinkedIn czy Goldenline do osoby zajmującej się rekrutacją na konkretne stanowisko. Dlaczego? Rekruterzy publikują na swoim profilu imiennym, ogłoszenia o wakatach w ich firmie, a z drugiej strony poznają lepiej kandydata na podstawie tego, czym dzieli się w sieci, a przecież „mądre” dzielenie się w sieci to niezastąpiony element personal branding.
 
Nasze relacje kandydat-rekruter nie kończą wraz z informacją nas o przyjęciu lub nie do firmy. To dopiero początek szans na budowanie okazji biznesowych.
 
Konkretna historia, czyli za tech-rozwiązaniem stoi prawdziwa opowieść
 
Ostatnio byłam na spotkaniu z Nicolasem Feltonem – grafikiem, który współprojektował wygląd facebookowej osi czasu (Timeline). Opowiadał, skąd takie pomysły na rejestrowanie tak dużej ilości życiowych momentów i dzielenie się nimi z innymi osobami.
 
Podzielił się z nami swoją prywatną historią. Kiedy sie urodził, jego ojciec miał ponad 50 lat. Nicolas chciał poznać go jak najlepiej i zbierał ilustrację życiowych „momentów” swojego taty (zdjęcia, bilety, pamiątki, cytaty, opowieści itd.), tworząc z tej olbrzymiej ilości personalnych przeżyć „życiową oś czasu”. Robił to dla siebie.
 
Ludzie nie wymyślają rozwiązań, których sami nie potrzebują. A teraz najwyraźniej potrzebujemy mniej automatycznej, a bardziej imiennie rozpoznawalnej relacji. Nawet w kontekście zawodowym.
 
 
Na HRcamp podzielę się opowieściami o tym, jak prywatne użytkowanie technologii wpływa na zaangażowanie w miejscu pracy i dlaczego warto podchodzić do zarządzania firmowym intranetem jak do blogowania.
 
 
Autorka: Monika Sońta
 
 
CZYTAJ TEŻ: Firmowy TECH-MIX, czyli o tym, żeby nie pomylić lampki z mikrofonem
 
 
 

Z przyjemnością poznamy Twoją opinię

      Skomentuj

      Share This
      HRstandard.pl
      Login/Register access is temporary disabled