
Zwolnienia lekarskie wystawiane wstecz – najczęściej do 3 dni przed wizytą – stają się dla firm cichym źródłem chaosu operacyjnego. Pracownik może nie pojawić się w pracy w piątek, a formalna informacja o przyczynie nieobecności trafia do pracodawcy dopiero w poniedziałek. Eksperci Conperio alarmują: skala krótkich absencji rośnie, a opóźniona informacja o L4 uderza w produkcję, logistykę, handel i usługi.
Zwolnienie „po fakcie”: legalne, ale operacyjnie kosztowne
W polskim systemie zwolnienie lekarskie może zostać wystawione z datą wsteczną – co do zasady do 3 dni przed dniem badania, jeśli lekarz uzna, że pacjent był w tym czasie niezdolny do pracy. Wyjątkiem są zwolnienia psychiatryczne, gdzie lekarz może wystawić L4 wstecz na dłuższy okres, jeśli stan zdrowia pacjenta uniemożliwiał wcześniejszy kontakt z lekarzem. W praktyce oznacza to, że pracownik może zniknąć z grafiku z dnia na dzień, a formalne usprawiedliwienie pojawia się dopiero po czasie.
– Dla pracodawcy problemem nie jest samo L4, tylko brak informacji w momencie, gdy firma musi podjąć decyzję operacyjną: kto przejmuje zmianę, czy uruchamiamy zastępstwo, czy przesuwamy ludzi między liniami – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowej. – Jeśli pracownik znika w piątek, a zwolnienie pojawia się dopiero w poniedziałek, to w wielu branżach straty są natychmiastowe i nieodwracalne – dodaje.
„Piątek-poniedziałek” jako wzorzec ryzyka
Największe ryzyko dla firm nie wynika z długich zwolnień, które da się zaplanować i „obudować” procesowo. Najbardziej destrukcyjne są krótkie absencje (1–3 dni), o których pracodawca dowiaduje się po fakcie – szczególnie wtedy, gdy nakładają się na weekend, okresy szczytu lub końcówkę miesiąca.
W takich sytuacjach pojawia się klasyczny efekt domina: brak jednej osoby w zespole wymusza nadgodziny, przesunięcia między zmianami, przeciążenie pozostałych pracowników i spadek jakości. W produkcji i logistyce oznacza to ryzyko zatrzymania procesu lub niedoboru ludzi do obsady krytycznych stanowisk. W handlu i usługach przekłada się na dłuższe kolejki, spadek standardu obsługi i większą liczbę reklamacji.
Co istotne, część tych strat nie daje się „odrobić” w kolejnych dniach. Jeśli nie obsłużono zmiany, nie zrealizowano wysyłki lub nie zamknięto procesu na czas, koszt pozostaje w firmie, niezależnie od tego, czy zwolnienie było zasadne.
Firmy przegrywają z czasem. Potrzebny obowiązek natychmiastowego zgłoszenia
Zdaniem Conperio ograniczenie kosztów chaosu wywołanego L4 wstecznym nie wymaga rewolucji w prawie do zwolnień, ale doprecyzowania zasad komunikacji i zarządzania absencją.
Kluczowy jest obowiązek niezwłocznego poinformowania przełożonego o nieobecności, najlepiej przed rozpoczęciem pracy w dniu absencji – nawet jeśli zwolnienie formalnie pojawi się dopiero po wizycie. Taka informacja pozwala firmie zadziałać natychmiast: uruchomić zastępstwo, zmienić obsadę zmiany, przesunąć ludzi lub przeorganizować zadania.
– W wielu organizacjach największą luką nie jest brak procedur, tylko brak szybkiej informacji. Absencja staje się problemem operacyjnym, kiedy firma dowiaduje się o niej po czasie – podkreśla Mikołaj Zając. – Jeśli chcemy ograniczać koszty absencji, musimy zarządzać nią jak procesem: na poziomie zespołu, konkretnego stanowiska i powtarzalnych wzorców, a nie tylko wskaźników w Excelu – dodaje.

