5 sprytnych metod na internetowe pokusy

Poniższy wpis usiłuję stworzyć od godziny 11.00. Jest 14.26 a ja zdołałam wykonać rzeczy następujące, które za cholerę nie widnieją na mojej liście zadań na dziś:
– sprawdzić wszystkie skrzynki pocztowe (sztuk 5 włączając portale społecznościowe)
– odpisać na nie
– zjeść śledzia w galarecie i popić nisko tłuszczowym jogurtem
– zajrzeć na Facebooka i pozostawić komentarze odnośnie nowego Harry’ego Pottera
– zajrzeć na Golden Line, aby przekonać się, czy ktoś mnie nie zmieszał z błotem
– zajrzeć na Linked In, ale tylko kontrolnie, bo tam wieje nudą
– jak w każdą środę zajrzeć do sklepu Tchibo i dowiedzieć się, że istnieje coś takiego jak anorak dla psa
– sprawdzić komentarze PiS odnośnie najnowszych wydarzeń i przekonać się, że prezes wciąż milczy

I to Proszę Państwa wciąż nie koniec moich przygód z internetowymi przeszkadzajkami. Są jak stado węży z rajskiego ogrodu, czyhając na moje 3 godziny czasu. A ja wciąż piszę… Poznałam dogłębnie angielskie słowo ‘procrastination’, bo to wróg każdego, kto pracuje flexi. A zatem po grzyba mi moje flexi, skoro marnuję czas na coś, co odkłada na później moje priorytety i muszę siedzieć nad nimi wieczorami, zamiast pić wino i oglądać Dr. House’a?

Założę się, że też macie z tym problem. Siedzicie tam sobie usiłując wygrzebać z siebie spektakularny efekt mimo niekorzystnego barometru, a wokół czyhają pokusy w postaci najróżniejszej – od Pudelka po strony z gołymi babami.

Z badań (People-On-The-Go) wynika, że portale społecznościowe i skrzynki pocztowe konsumują połowę naszego czasu pracy. Sprawdzamy je zbyt często, a jak wiadomo multitasking nie sprzyja produktywności w pracy. Zamiast skupić się na zadaniu, robimy inne, co nie tylko wydłuża czas pracy nad jednym zadaniem prawie dwukrotnie, ale też wpływa na jego złą jakość.


People-On-The-Go Survey

 

Powiecie, że to korpomłodzież, Pokolenie Y, które kocha społecznościówki i nie może bez nich oddychać. Błąd.  Seniorzy też lubią być na czasie:


People-On-The-Go Survey

 

Zapobiegliwe firmy stosują blokery. Na Pudelka nie, na prywatną pocztę nie, na GG nie… Ale często praca wymaga sprawdzania portali społecznościowych i innych stron, które mogą być uznane za rozrywkowe.

Ja przykładowo pracując niegdyś dla Viagry całymi dniami przebywałam na portalach związanych z wydawnictwem Pink Press. W celach absolutnie służbowych. Gołych bab mam absolutny przesyt. Z różnymi bugami, które przy okazji wpełzły mi do laptopa, nawet informatyk nie mógł sobie poradzić. Gdyby jednak mój pracodawca w trosce o moją efektywność wyłączył mi opcję oglądania w pracy pornografii, nie mogłabym prawidłowo wykonywać obowiązków służbowych.

W takiej sytuacji najlepsza jest autocenzura i autokontrola. Tyle, że to jest jak z dietą: przecież jedno ciasteczko mi nie zaszkodzi… Tyle, że po jednym ciasteczku ciężko oderwać się od całej paczki. I uwierzcie mi – wiem co mówię.

Potrzebne są Proszę Państwa narzędzia. Takie, które będę mogła sama ustawić, żeby blokowały mi dostęp do pewnych stron w pewnym określonym czasie. Takie jak te:

1. RescueTime.com

Z tym narzędziem ustawicie sobie cele, czyli np. spędzę na portalach społecznościowych nie więcej niż pół godziny dziennie i nie więcej niż godzinę dziennie na zarządzaniu skrzynką pocztową. Jeśli przekroczycie te założenia, pojawi się okienko uprzejmie wskazujące na konieczność pozamiatania się do woreczka i zabraniu do roboty.

2. Anti-Social

Tu jednym ruchem odetniecie na określony czas pępowinę łączącą was  z Twitterem, Facebookiem, czy innym rozkosznym świństwem, od którego się uzależniliście. Do roboty!

3. Freedom

Wolność od internetu na do 8 godzin. Za wolność trzeba płacić – w tym przypadku 10 dolarów.

4. LeechBlock

Precz pijawkom! Nie odcinacie całego internetu, wpisujecie tylko adresy stron, które wysysają życie z twaszego dnia pracy. Dodatek do Firefox.

5. WriteMonkey

Jeśli dużo piszecie, wena mocno średnia, a ciekawsze wydaje się wszystko, co nie dotyczy waszego pisania, skorzystajcie z Write Monkey. To narzędzie dla copywriterów, blogerów, pisarzy i innych, którzy potrzebują superascetycznego edytora tekstów bez okienek. Tylko wy i tekst przed wami.

Jeśli zatem jesteście flexi, wyeliminowaliście konieczność ślęczenia przy służbowym biurku i zyskaliście możliwość pracy z różnych miejsc i w dowolnym czasie – nie pozwólcie  się skusić. A może korzystacie z innych narzędzi lub macie swoje sposoby na omijanie internetowych przeszkadzajek? Czekam na komentarze!

 

Z przyjemnością poznamy Twoją opinię

Skomentuj

Wystarczy 5 sekund aby być zawsze na bieżąco.

Zapisz się do naszego newslettera tutaj:

Informacje o najciekawszych artykułach i nowościach w świecie HR.





Dziękujemy za zapisanie do naszego newslettera. Od teraz będziesz na bieżąco ze światem HR.

Share This
HRstandard.pl
Login/Register access is temporary disabled
Compare items
  • Total (0)
Compare
0